SŁUCHAJ ONLINE
MENU

Andrzej Wrona: szanuję wybór trenera, nie obraziłem się na kadrę

fot. ONICO/Jakub Ćmil

Siatkarze ONICO Warszawa mają szansę na osiągnięcie historycznego sukcesu. Na kilka kolejek przed końcem sezonu zasadniczego PlusLigi utrzymują się w ścisłej czołówce tabeli ekstraklasy. Jednym z filarów zespołu jest Andrzej Wrona. W rozmowie z RDC środkowy zdradził m.in. czy ma żal do trenera reprezentacji Polski, o co tak na prawdę walczy ONICO w bieżących rozgrywkach oraz w jaką branżę chce zainwestować po zakończeniu kariery.

RDC: – Rozmawiamy kilka godzin po opublikowaniu przez ONICO Warszawa informacji o przedłużeniu umowy z tobą do końca sezonu 2020/2021. Zamierzasz zostać w Warszawie do końca kariery?

Andrzej Wrona: – To nie zależy tylko ode mnie. Taką decyzję warunkuje mnóstwo czynników. Gra w ONICO sprawia mi radość, czuje się tu dobrze. Warszawa jest moim rodzinnym miastem, wrosłem w nie – to moje miejsce na Ziemi. Dobiega końca mój trzeci sezon tutaj. W żadnym innym klubie nie grałem tak długo. Zawodowo i prywatnie mam tu wszystko, czego mi trzeba. Chciałbym zdobyć z zespołem medal mistrzostw Polski i krajowy puchar – marzę o tym. Wiem też jednak, że przez dwa lata wiele może się wydarzyć. Po tym czasie usiądę do rozmów z władzami.

– Coraz bliżej końca sezonu zasadniczego PlusLigi. Będąca liderem, niepokonana jak dotąd ZASKA Kędzierzyn-Koźle jest poza zasięgiem? O co tak naprawdę walczycie?

– ZAKS-y nie dogonimy. Walka toczy się o drugie miejsce. Zostało nam kilka spotkań z drużynami, które są w naszym zasięgu. Wygrywaliśmy już z nimi. A jeśli nie wygrywaliśmy, to przynajmniej dobrze prezentowaliśmy się na ich tle. Pamiętajmy, że od dwóch lat drugie miejsce po rundzie zasadniczej daje półfinał mistrzostw Polski. Dotarcie do tego etapu byłoby dla klubu historycznym osiągnięciem.

– Towarzyszy ci myśl, że tak blisko tak dużego sukcesu z ONICO możesz już nie być?

– Poprzedni sezon nauczył nas pokory. Seria bodaj 14 zwycięstw z rzędu, a po niej przestój, który kosztował nas miejsce w play-offach. Studzimy emocje i skupiamy się na najbliższej przyszłości. Zbyt dalekie wybieganie w przód jest zgubne. Mamy dobrą drużynę, dobrze skomponowaną, dogadujemy się. Nie możemy jednak czuć się faworytem w żadnym spotkaniu. W tym sezonie zagraliśmy do tej pory jeden mecz o konkretną stawkę – o awans do finału Pucharu Polski. I daliśmy ciała.

– Nie wiem co się z nami dzieje – mówiłeś po porażce z Jastrzębskim Węglem we Wrocławiu, która kosztowała was miejsce w finale Pucharu Polski. Odbudowa morale nastąpiła dość szybko. Niedługo później pewnie ograliście Czarnych Radom w derbach Mazowsza. Nie boisz się, że na finiszu sezonu zasadniczego jedno potknięcie, które może się wam przytrafić, wystarczy, żeby zaprzepaścić szansę na historyczny wynik?

– W sporcie oprócz formy wypracowanej na treningach bardzo ważna jest głowa. We Wrocławiu zjadła nas presja. Rok wcześniej też byliśmy na fali i też przegraliśmy gładko w półfinale, ze Skrą Bełchatów. Tym razem obiecaliśmy sobie, że wyciągniemy wnioski i podejdziemy do meczu zupełnie inaczej. Byliśmy jednak zbyt pewni swego. Już w pierwszych akcjach Jastrzębie pokazało, że jest mocne. Jak się okazało – zbyt mocne dla nas tego dnia.

Nie wiem co będzie, gdy znajdziemy się w podobnej sytuacji w kluczowym momencie sezonu ligowego. Na pewno jesteśmy bogatsi o doświadczenia z Wrocławia.

– Bartosz Kurek dołączył do zespołu, gdy szło wam nieźle. Mimo wszystko jego wkład w ostatnie zwycięstwa ONICO jest zauważalny. Podkreślacie, że dał wam większą pewność w ofensywie. W obliczu zainteresowania jego osobą, jego grą, nie czuliście się jako grupa ani przez moment w cieniu?

– Nie czułem i nie czuje się w cieniu Bartka. Każdy trener chciałby mieć kogoś takiego w zespole. To najlepszy zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata, bardzo pracowity chłopak. Jakość naszych treningów wzrosła dzięki jego obecności. Brakowało nam lidera, który właściwie nie musi wiele mówić, a który motywuje poprzez swoją postawę na parkiecie. Kiedy widzisz, jak ciężko na zajęciach haruje MVP mundialu, nie przychodzi ci do głowy myśl, by odpuścić.

Od lewej: Bartosz Kwolek, Andrzej Wrona, Bartosz Kurek, Damian Wojtaszek/fot. ONICO/PRESSFOCUS

– Puchar Polski z AZS-em Częstochowa, Puchar Polski i mistrzostwo ze Skrą Bełchatów, ale też złoty medal mistrzostw świata. Zaufali ci Andrea Anastasi i Stephane Antiga. Vital Heynen natomiast na starcie jasno zakomunikował na kogo stawia na środku bloku. Ciebie w tym gronie nie było…

– Nie jestem zły. Wydaję mi się, że miniony sezon w moim wykonaniu był solidny. Selekcjoner nie widział mnie jednak w swojej koncepcji. Zadzwonił do mnie, naświetlił mi ją. Zaimponowało mi to. Szanuję jego wybór. Tak naprawdę wszyscy zrozumieli jego pomysł na drużynę po zdobyciu przez chłopaków złotego medalu mistrzostw świata.

Walczę o powrót do kadry, ale nie czuję presji. Nie będę rozpaczał jeśli nie dostanę powołania. Mam 30 lat na karku, są młodzi. Doszedł Kuba Kochanowski, który jest rewelacją ligi. Na luzie byłbym w stanie wymienić dziś nazwiska pięciu środkowych lepszych ode mnie występujących na parkietach naszej ekstraklasy.

Były selekcjoner reprezentacji Polski, obecnie trener ONICO Warszawa – Stephane Antiga/fot. ONICO/PRESSFOCUS

– A czy nie było trochę tak, że po zdobyciu tytułu mistrza świata w 2014 roku nie pomyślałeś sobie, że przygoda z reprezentacją, choć w tamtym momencie krótka, bo zadebiutowałeś w niej rok wcześniej, jest już zwieńczona? „Jestem mistrzem świata, nie muszę nikomu niczego udowadniać…”.

– Bzdura. Chciałem grać dalej. Medal mundialu to jedno. Są jeszcze igrzyska olimpijskie, mistrzostwa Europy, Liga Światowa. Nie mogę mówić, że jestem spełniony, gdy chodzi o grę w drużynie narodowej. Najprawdopodobniej nigdy nie będę.

– Nie uwierała cię rola jokera, solidnego zmiennika, którą przypisywali ci selekcjonerzy?

– W kadrze chce być każdy, bez względu na rolę jaką w niej pełni. Bycie w 14-tce to zaszczyt. Dostałem kilka szans. Nie byłem „szóstkowym” graczem, ale nie przeszkadzało mi to. Wszyscy powołani są zazwyczaj podstawowymi zawodnikami w swoich klubach, ale dumę trzeba schować do kieszeni. Kiedy grasz dla reprezentacji nie zależy ci specjalnie na minutach spędzonych na parkiecie. Liczy się zwycięstwo drużyny.

– Jak wspominasz swój debiut w towarzyskim meczu z Serbią przed sześcioma laty?

– W pamięć zapadł mi oficjalny debiut przeciwko Brazylii na Torwarze.

– Widząc jak długo na zawodowych parkietach wytrwali Daniel Pliński, Marcin Nowak czy Robert Szczerbaniuk, do jakiej granicy wiekowej twoim zdaniem może dotrzeć środkowy? I co chcesz robić po jej przekroczeniu?

– Wiekiem bardziej imponują jednak libero. Rzadziej skaczą, więc dłużej wytrzymują jako czynni zawodnicy. A tak poważnie, przykłady, które wymieniłeś są nieliczne. Dołączyłbym do nich jeszcze Wojtka Jurkiewicza. Będę aktywny zawodowo do momentu, w którym poziom mojej gry będzie zadowalający. Co do przyszłości – mam już pewne plany. Inwestuję w program opracowujący statystyki siatkarskie. Niebawem będzie wdrażany.

Rozmawiał Paweł Gospodarczyk

Czytaj też:

A. Radwańska: tenis był całym moim życiem

NAJNOWSZE INFORMACJE
RADIO DLA CIEBIE
  • Warszawa: 101 FM
  • Ostrołęka: 100,8 FM
  • Ostrów: 87,6 FM
  • Płock: 101,9 FM
  • Radom: 89,1 FM
  • Siedlce: 103,4 FM
  • DAB+
PUBLICYSTYKA
MUZYKA


wydanie online:
nm@rdc.pl

© Copyright 2019 Polskie Radio S.A. Radio Dla Ciebie
Wszelkie prawa zastrzeżone