SŁUCHAJ ONLINE
MENU

Warszawskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy, czyli handel żywym towarem na ogromną skalę

Lata 1890-1899. Rynek Starego Miasta. Fot: Maurycy Pusch/fotopolska.eu

– Dzisiaj, zwłaszcza w okresie Karnawału, Amerykę Południową kojarzymy z dobrą zabawą, pięknymi strojami, szkołami samby, tangiem. Na początku XX wieku to wcale nie było równoznaczne. Ameryka Południowa wywoływała dreszcze u mieszkańców Warszawy – opowiadał w RDC przewodnik miejski Michał Kwiatkowski.

Jak opowiadał gość audycji, wszystko zaczęło się w 1860 roku. – Powstało coś, co nazywało się Warszawskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy. Później ta nazwa rozwinęła się w Warszawskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy Grzebania, bowiem statut tej organizacji mówił przede wszystko o czymś w formie samoubezpieczenia na potrzeby pogrzebów – mówił Kwiatkowski. – Wydawało się, że to nic specjalnie zdrożnego. Ale pod tym szyldem kryła się mafia, która zajmowała się sprzedażą żywego towaru, czyli przede wszystkim kobiet do domów publicznych w Argentynie i Brazylii – wyjaśniał przewodnik.

Gigantyczna skala

Jak przyznał w audycji, skala zjawiska była „potworna”. – Liczby, które udało się ustalić, to około 30-50 tys. kobiet wywiezionych do domów publicznych Ameryki Południowej – podkreślił Kwiatkowski. Zwrócił uwagę, że najczęściej wywożono dziewczęta w wieku 12-16 lat i dodał, że zgodnie z raportami, w 1913 roku w Rio de Janeiro było 430 domów publicznych, w których pracowało około dwóch tys. białych niewolnic.

Nie tylko porwania

Gość RDC opowiedział także w audycji o przyczynach tego zjawiska. –  Było to związane z pewnym kryzysem, który nastąpił w tym momencie w Europie – wyjaśniał. – Przede wszystkim dotyczyło to ludności żydowskiej, zaczęła się seria pogromów. Poza tym, na handel ludźmi miały także wędrówki ludów, które ogarnęły Europę – wyliczał Kwiatkowski. Podkreślił, że sposoby werbunku kobiet były „bardzo wyrafinowane”. – To były nie tylko porwania. Kobiety oszukiwano poprzez ogłoszenia, fikcyjne śluby, propozycje pracy z dziećmi. Wiarygodności dodawało to, że na płotach synagog były wywieszane informacje o Towarzystwie i wyjazdach na zarobek – mówił przewodnik.

Warszawska wojna alfonsów

W tym samym czasie warszawskie ulice były sceną wojny domowej alfonsów. – Brzmi to śmiesznie, ale śmiesznie wcale nie było, bo około 20 domów publicznych zostało doszczętnie zniszczonych – skomentował gość RDC. – To polegało na tym, że rozsierdzona banda wpadała do lokalu, demolowała wszystko, co się dało, biła każdego – bez względu na płeć, wiek, majętność – opowiadał.

600 oskarżonych

Całość przedsięwzięcia trwała do 1930 roku, skończyła się dość głośnym procesem. Ale najważniejszym figurom nic nie zrobiono – przyznał. Jak opowiadał, na ławie oskarżonych zasiadło 600 osób, z czego 108 zostało skazanych, a do więzienia trafiły trzy. – To mówi w zasadzie wszystko – skomentował Kwiatkowski.

NAJNOWSZE INFORMACJE
RADIO DLA CIEBIE
  • Warszawa: 101 FM
  • Ostrołęka: 100,8 FM
  • Ostrów: 87,6 FM
  • Płock: 101,9 FM
  • Radom: 89,1 FM
  • Siedlce: 103,4 FM
  • DAB+
PUBLICYSTYKA
MUZYKA


wydanie online:
nm@rdc.pl

© Copyright 2018 Polskie Radio S.A. Radio Dla Ciebie
Wszelkie prawa zastrzeżone