SŁUCHAJ ONLINE
MENU

Szkoła dla czeczeńskich dzieci na dworcu w Brześciu. „Walczę o ich uśmiech”

fot. Pexels

Na pięknym, marmurowym, radzieckim dworcu w Brześciu na Białorusi przez wiele miesięcy koczują czeczeńskie dzieci z matkami. – Kiedy pierwszy raz przyjechałam na dworzec, to zobaczyłam małych staruszków. Te dzieci w ogóle się nie uśmiechały – mówiła w „Poranku RDC” Marina Hulia, dyrektor Szkoły Demokratycznej na dworcu w Brześciu.

Marina Hulia prowadzi szkołę dla dzieci czeczeńskich uchodźców w Brześciu na Białorusi. Czeczeni od kilku miesięcy koczują w Brześciu, próbując nawet po kilkadziesiąt razy wjechać do Polski, aby ubiegać się tutaj o status uchodźcy. – Na pięknym, marmurowym, radzieckim dworcu w Brześciu na Białorusi koczują dzieci z matkami, czasem z ojcami. Skupiam się na nich, bo koczują tam od trzech, czterech miesięcy. Jeżeli rodzicom kończą się pieniądze na wynajem mieszkania, to trafiają na dworzec – opowiadała w RDC Hulia.

Lekcje i zabawa

Jak tłumaczyła, te dzieci nie chodzą do zwykłej szkoły. – Oglądają te dworcowe marmury, śpią na ławkach, przykryte dywanikami do modlitwy. A ja je uczę. Przychodzę rano, modlimy się razem, recytuję Koran i zaczynamy lekcje w naszej demokratycznej szkole – mówiła. Jak tłumaczyła, dzieci uczą się rosyjskiego, czeczeńskiego w postaci muzyki i tańców, a także polskiego. – A potem wychodzimy z dworca, idziemy w miasto, w Brześć. Idziemy do kina, do ZOO, do pokoju zabaw. To wszystko udaje mi się załatwiać prawie za darmo – przyznała Hulia.

„Uciekli od strasznych rzeczy”

Wytłumaczyła także, dlaczego dzieci koczują akurat w tym miejscu. – Te dzieci się tam wzięły z Federacji Rosyjskiej, z Czeczenii, uciekły z rodzicami od strasznych rzeczy – mówiła. Zwróciła uwagę, że dzieci nie podejmują decyzji, czy uciekać – jadą tam, dokąd zmierzają rodzice. – Czeczeni to naród ogromnie zakochany w swojej ziemi, kochający Kaukaz, kochający te pstrągi w rzekach, tańce, tę kulturę – opowiadała. Dodała, że to najczęściej rodziny wielodzietne. – Więc to nie jest tak, że oni po prostu podejmują decyzję o wyjeździe. Tam musi się dziać coś strasznego. Wielu ojców jest ofiarami tortur, tam trwa cicha wojna – mówiła.

50 prób

Hulia powiedziała w audycji, na co czekają osoby koczujące na białoruskim dworcu. – Rodzice czekają na to, że Polska, pogranicznicy w Terespolu podniosą ten szlaban, który oddziela ich od bezpiecznej ich zdaniem Europy i w zamian za dwa słowa – „status uchodźcy” – wpuszczą ich do Polski – podkreśliła. Zaznaczyła, że rodziny podejmują nawet 50 prób przekroczenia granicy.

Walka o uśmiech

Dyrektor dworcowej szkoły opowiedziała w „Poranku RDC”, co chce osiągnąć dzięki pracy z tymi dziećmi. – Walczę okropnie o ich uśmiech, ale też o uśmiech tych zmęczonych kobiet, żeby się na chwilę rozchmurzyły. Jeżeli się uśmiechamy, to jest nam troszkę lżej. Dzieciństwo to pora uśmiechu, kiedy się uśmiechać, jak nie w dzieciństwie? – pytała i dodała, że kiedy pierwszy raz przyjechała na dworzec, to zobaczyła „małych staruszków”. – Te dzieci w ogóle się nie uśmiechały – przyznała.

Strach przed obcym

Hulia odniosła się także do strachu przed obcymi i terroryzmem. – Żeby walczyć z terroryzmem, musimy wiedzieć, z kim walczymy. To się nie dzieje w jednej chwili. Gdy zostawimy te dzieci samym sobie, dworcom, nędzy i obojętności, to one ten pas szahida założą. Moje dzieci tego nie zrobią, bo się uśmiechają, bo oczekują czegoś od życia – przekonywała w RDC. – Moja walka nie jest walką wprost, jest walką od tyłu, od drugiej strony, żeby te dzieci i kobiety poczuły się bezpieczne i kochane – podsumowała.

NAJNOWSZE INFORMACJE
RADIO DLA CIEBIE
  • Warszawa: 101 FM
  • Ostrołęka: 100,8 FM
  • Ostrów: 87,6 FM
  • Płock: 101,9 FM
  • Radom: 89,1 FM
  • Siedlce: 103,4 FM
  • DAB+
PUBLICYSTYKA
MUZYKA


wydanie online:
nm@rdc.pl

© 2022 Polskie Radio S.A. Radio Dla Ciebie
Wszelkie prawa zastrzeżone