SŁUCHAJ ONLINE
MENU

„Nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, żeby obsadzić mnie w roli femme fatale”

fot. RDC

– Kiedy Marcin Bortkiewicz pokazał mi scenariusz „Nocy Walpurgi”, najpierw zapytałam go, czy jest pewien, że mogę to zagrać. Sam był o tym przekonany. On coś we mnie zauważył, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Jeśli dzisiaj mam jakieś propozycje, to są one poszerzone o coś, czego dawniej nawet bym nie pomyślała, że mogę zagrać – mówiła w „Wieczorze RDC” Małgorzata Zajączkowska – aktorka, która ostatnio zagrała główną rolę w obsypanym nagrodami filmie „Noc Walpurgi”.

Aktorka tłumaczyła, że z Marcinem Bortkiewiczem, reżyserem „Nocy Walpurgi”, pracowała przy jednym z jego filmów. – Tam się poznaliśmy i od razu wiedziałam, że chciałabym się z nim jeszcze spotkać w pracy. Moim zdaniem on ma niezwykły talent do pracy z aktorami. Takich reżyserów, którzy potrafią spojrzeć na aktora nie wprost jest niewielu – mówiła Zajączkowska.

Podkreśliła, że Bortkiewicz potrafi pokazać aktora z zupełnie innej strony. Jak sama przyznała, w jego filmie robiła rzeczy, których bardzo dawno nie wykonywała, albo robiła to po raz pierwszy. – Nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, żeby obsadzić mnie w roli femme fatale – jako rozkapryszonej diwy operowej, która ma swoje ciemne strony, tragedię, którą przeżyła, złą przeszłość i żyje z tym, tak naprawdę nie chcąc żyć – tłumaczyła.

„Coś we mnie zauważył”

Wspomniała, że kiedy Marcin Bortkiewicz pokazał jej scenariusz „Nocy Walpurgi”, najpierw zapytała go, czy jest pewien, że właśnie ona może to zagrać. – Sam był o tym przekonany. On coś we mnie zauważył, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Jeśli dzisiaj mam jakieś propozycje, to są one poszerzone o coś, czego dawniej nawet bym nie pomyślała, że mogę zagrać – powiedziała Małgorzata Zajączkowska.

Zwróciła też uwagę, że bardzo często słyszy, iż „Noc Walpurgi” jest filmem teatralnym. – Myślę natomiast, że jesteśmy trochę pozytywnie skażeni teatralnością, ponieważ mieliśmy teatr telewizji, co było zjawiskiem na skalę światową. Wszystko więc, co jest zamknięte w jednym pomieszczeniu i ma małą ilość aktorów, narzuca słowo kameralne. Nikt nie pamięta o kinie amerykańskim, gdzie mieliśmy „Dwunastu gniewnych ludzi” lub „Wenus w futrze”. To są filmy teatralne, ale Amerykanie by tak tego nigdy nie nazwali – podkreśliła aktorka.

Trzy miesiące wyjęte z życia

Zajączkowska zaznaczyła, że przy pracy nad „Nocą Walpurgi” zorganizowane zostały trzy miesiące prób. – Wraz z Philippe’m Tłokińskim codziennie, oprócz niedziel, mieli próby. One polegały na tym, że byliśmy ze sobą. Opowiadaliśmy sobie różne historie, oglądaliśmy filmy, chodziliśmy na spacery i po zakupy. My się cały czas poznawaliśmy – mówiła.

Dodała, że to były dla niej trzy miesiące wyjęte z życia. – Właśnie wtedy wchodziliśmy w swoje role. Będąc ze sobą, wyzbyliśmy się wobec siebie wstydu. Nabraliśmy też zaufania polegającego na tym, że nawet jak któreś z nas by zbłądziło, to partner zawsze byłby po naszej stronie. Ten film stał się wielką przygodą – powiedziała w „Wieczorze RDC” Małgorzata Zajączkowska.

Zrealizowano dzięki współfinansowaniu z opłat abonamentowych
NAJNOWSZE INFORMACJE
RADIO DLA CIEBIE
  • Warszawa: 101 FM
  • Ostrołęka: 100,8 FM
  • Ostrów: 87,6 FM
  • Płock: 101,9 FM
  • Radom: 89,1 FM
  • Siedlce: 103,4 FM
  • DAB+
PUBLICYSTYKA
MUZYKA


wydanie online:
nm@rdc.pl

© Copyright 2018 Polskie Radio S.A. Radio Dla Ciebie
Wszelkie prawa zastrzeżone