SŁUCHAJ ONLINE
MENU

Chore indyki sprzedawane do ubojni. Weterynarz poniesie karę

fot. pixabay

Grzywna, areszt albo pozbawienie wolności do pięciu lat. To może grozić weterynarzowi, który był zamieszany w sprawę sprzedaży indyków zakażonych ptasią grypą. Chodzi o chore ptaki z fermy w Golicach Kolonii.

Powiatowy lekarz weterynarii poinformował, że weterynarz dopuścił się wykroczenia, bo nie zgłosił nikomu podejrzenia wystąpienia ogniska ptasiej grypy – mówi prokurator rejonowa Katarzyna Wąsak. – Jeżeli chodzi o to wykroczenie, co do którego zawiadomienie zostało złożone, zagrożone jest karą aresztu, ograniczenia wolności, grzywny – wylicza.

Ale to może nie być koniec kłopotów weterynarza. Z zawiadomienia wynika też, że mógł on wydawać dokumenty poświadczające nieprawdę, co jest przestępstwem.

Więc prokurator jak najbardziej z urzędu może w tym kierunku prowadzić postępowanie. Ja dodam tylko, że prokurator generalnie nie zajmuje się wykroczeniami, ale to, co tutaj jest podane, jeżeli by się potwierdziło w zebranym materiale dowodowym, to nie jest wykluczone, że tutaj dojdzie do ustalenia, że takie przestępstwo zostało popełnione – dodaje prokurator.

Konsekwencje zawodowe

Ale to nie jedyne konsekwencje, z którymi musi liczyć się weterynarz. Nie może on już wystawiać świadectw zdrowia dla drobiu.

Nie dopełnił swojego obowiązku – mówi powiatowa lekarz weterynarii w Siedlcach Ewa Kunaszyk. – Ponieważ było wstawionych 30 tys. sztuk drobiu do gospodarstwa, a do ubojni wyjechało 16 tys. Lekarz, który wystawia takie świadectwo, powinien się zastanowić, gdzie jest reszta – wyjaśnia.

To nie jedyny zarzut. – Jeżeli hodowca wykazuje upadki sięgające blisko dwóch tysięcy dziennie, to lekarz weterynarii, który przyjeżdża przeprowadzić badanie, powinien się zastanowić, czy na pewno nic złego się w tym stadzie nie dzieje – dodaje Kunaszyk.

Lekarz powinien wszystkie wątpliwości zgłosić do powiatowego inspektoratu, a tego nie zrobił. Takie działanie to wykroczenie.

Los lekarza będzie zależał od tego, co zostanie ustalone w toku postępowania. Za poświadczenie nieprawdy grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Zakażone mięso przerabiane na kebab

Śledczy najpierw zajmą się jednak sprawą hodowcy. Zakażone indyki sprzedawał on do ubojni.

Mięso najpierw trafiło do województwa wielkopolskiego. – Tam przygotowano je na kebaby – mówi wojewódzki lekarz weterynarii Paweł Jakubczak. – Mrożony kebab wyjechał z województwa wielkopolskiego w ilości około 4 tys. kilogramów i należy się liczyć z tym, że on się gdzieś tam znajduje – wyjaśnia.

Jak przekonywał Jakubczak, nie stanowi ono zagrożenia dla zdrowia ludzi po takiej obróbce. Mimo to mięso z zakażonego drobiu ma zostać zutylizowane.

Nielegalne grzebowisko

Jak informowaliśmy w połowie listopada, pracownicy inspektoratu weterynarii odkryli w Golicach Kolonii nielegalne grzebowisko tysięcy padłych na ptasią grypę indyków. Znajdowało się na oczyszczonej fermie. To prawdopodobnie źródło pierwotnego ogniska w regionie siedleckim, od którego choroba rozniosła się na siedem kolejnych ferm.

Nasze przypuszczenia są takie, że właśnie z tego miejsca poprzez środki transportujące żywiec do rzeźni, poprzez osoby, który wyłapują drób rzeźny rozwleczono grypę na cały powiat siedlecki – mówił Paweł Jakubczak.

To skandal i skrajna nieodpowiedzialność – dodał Jakubczak. – Świadome sprowadzenie na hodowców powiatu siedleckiego zagrożenia spowodowania rozwleczenia choroby zakaźnej i spowodowania strat gospodarczych dużych rozmiarów, w mojej ocenie taki tytuł należy temu nadać – mówił.

Przypadkowe odkrycie

Zakopane indyki były w bardzo zaawansowanym rozkładzie. Ziemia, którą były przysypane, już się podnosiła. – Zostały zagrzebane nie wiadomo do końca gdzie, w ilu miejscach, w jakich warunkach. Odbywało się to bez zgody inspekcji sanitarnej, inspekcji środowiskowej, RDOŚ i naszej – informował Jakubczak.

Odkrycia dokonano przez przypadek, gdy chorobę potwierdzono na sąsiedniej fermie kurzej. Pracownicy inspektoratu zauważyli wówczas wyczyszczoną fermę indyczą.

Ustaliliśmy, że na tej fermie mogło dziać się coś niepokojącego. Kiedy weszliśmy, zastaliśmy duże połacie świeżej ziemi, które są istotnie uniesione, co oznacza, że indor zaczął się już tam gotować i rozkładać w tych zakopanych pryzmach – zauważył Jakubczak.

Hodowcy grozi nawet 8 lat więzienia.

Czytaj też:

Chore indyki z okolic Siedlec trafiały za granicę. „Przerabiano je na kebab”

NAJNOWSZE INFORMACJE
RADIO DLA CIEBIE
  • Warszawa: 101 FM
  • Ostrołęka: 100,8 FM
  • Ostrów: 87,6 FM
  • Płock: 101,9 FM
  • Radom: 89,1 FM
  • Siedlce: 103,4 FM
  • DAB+
PUBLICYSTYKA
MUZYKA


wydanie online:
nm@rdc.pl

© 2022 Polskie Radio S.A. Radio Dla Ciebie
Wszelkie prawa zastrzeżone