wersja beta

Emilia Wiśniewska: Narodowcy przyszli, bo zaprzeczamy ich wizji “czystej polskości” [POSŁUCHAJ]

Dodano: 12.11.2013 18:28
popoludnie rdc

fot. RDC

- Rok temu Robert Winnicki mówił z trybuny na Agrykoli, że Ruch Narodowy ma stać się siłą, której będą bać się “lewaki i pedały”. Z tym właśnie mamy do czynienia – komentowała w Popołudniu RDC Emilia Wiśniewska ze Skłotu Przychodnia, który zaatakowano wczoraj podczas Marszu Niepodległości.

Atak na Ambasadę Rosji, zniszczona instalacja “Tęcza” na pl. Zbawiciela, wycena strat na 120 tysięcy złotych, zatrzymane 72 osoby i rannych 12 policjantów – to bilans incydentów, do jakich doszło w czasie w czasie Marszu Niepodległości, organizowanego przez Ruch Narodowy i Młodzież Wszechpolską.

Popołudnie RDC: relacja z wydarzeń Marszu Niepodległości – POSŁUCHAJ!

Do incydentów doszło m.in. na ul. Skorupki obok siedziby Skłotu Przychodnia, 100 metrów od ul. Marszałkowskiej, którą szli uczesnicy marszu. W Popołudniu RDC przebieg wydarzeń relacjonowała Emilia Wiśniewska, która jest związana z Przychodnią.

- Spodziewaliśmy się, że tego dnia może nastąpić coś bardzo niedobrego. Ze strony policji były sygnały: “Wyjedźcie i zostawcie to miejsce”. Gdybyśmy wyjechali to spłonąłby budynek. Gdybyśmy siedzieli tam w środku zamknięci i nie monitorowali tego, co się dzieje, spłonęlibyśmy razem z budynkiem.

Dlatego członkowie kolektywu Przychodnia obserwowali pochód uczestników Marszu Niepodległości. W pewnym momencie zauważyliśmy, że w kierunku naszego skłotu wybiegła duża grupa zamaskowanych ludzi, którzy nie zostali powstrzymani przez straż marszu – mówi Emilia Wiśniewska.

- Była to grupa przygotowana do ataku. Mieli zamiar wejść do środka. Przecieli kłódkę, która była na bramie i wpadli do nas na podwórko. Broniliśmy się jak tylko mogliśmy. Race wpadały do nas przez okna, co stwarzało zagrożenie pożaru, do którego nie doszło, dzięki temu, że mieliśmy gaśnice.

Według relacji skłotersów, policja zjawiła się na miejscu po półgodzinie i pilnowała terenu skłotu przez całą noc. W czasie Marszu Niepodległości został zaatakowany także Skłot Syrena, który mieści się w kamienicy przy Wilczej.

Zdaniem Emilii Wiśniewskiej atak na oba skłoty nie był przypadkowy.

- Przyszli, bo wiedzieli, że jesteśmy osobami zaprzeczającymi ich wizji czystej polskości. Oni pomyśleli: “wlejemy lewakom, wlejemy pedałom”. Rok temu Robert Winnicki mówił z trybuny na Agrykoli, że Ruch Narodowy ma stać się siłą, której będą bać się “lewaki i pedały”. Z tym właśnie mamy do czynienia.

Wydarzenia z 11 listopada dowodzą, że Święto Niepodległości, które miało być radosnym świętem, przestało takim być, ocenia Marcin Fronia, politolog, socjolog.

- Życie ludzi było zagrożone, doszło do złamania prawa międzynarodowego przy Ambasadzie Rosji. Agresja tłumu nie była nieoczekiwana. Mówiono o tym wcześniej. Nie był to pierwszy raz. Również w 2011 roku były agresywne starcia w związku z tym marszem. Mimo to służby nie zdołały zapewnić bezpieczeństwa.

Marcin Fronia zwraca uwagę, że teraz w Polsce pod szyldem zachowań patriotycznych dochodzi do eskalacji zachowań agresywnych.

- Jest to agresja nie tylko słowna, ale także fizyczna. Z takiego typu zachowaniami powinno się walczyć już w zarodku. Dzisiaj pozwala się na przemarsz grupie, która nastawia się na to, że będzie agresywna i głosi faszystowskie hasła. Założenie, że to przemarsz pokojowy jest ignorancją.

Źródło: RDC

Pliki cookies

Polskie Radio RDC S.A. informuje, że na swojej stronie www stosuje pliki cookies. Kliknij, aby dowiedzieć się więcej o zarządzaniu plikami cookies za pośrednictwem swojej przeglądarki internetowej. Korzystanie z naszej strony, jest automatycznym wyrażeniem zgody na używanie plików cookies.

Zamknij